Weekendowe rozkminy: Hong Kong utracony

Przez dłuższy czas nie wiedziałem, po co tam pojechałem. Niby były jakieś służbowe spotkania, budowanie sieci znajomości, takie tam bzdety – ale to było wtórne. Po prostu, gdzieś w środku czułem, że muszę pojechać do Hong Kongu. Tak też zrobiłem.

Miejsce jest czarująco zróżnicowane i, jeżeli tylko będziesz mieć taką możliwość, jedź tam. Jest wyspa Hong Kong, która jest bolesną refleksją na temat tego jak mógłby wyglądać Londyn, gdyby nie był jednym wielkim śmierdzącym ściekiem. Jest Kowloon, który przypomina nam filmy z Jackie Chanem i cyberpunkowe epopeje, by zacząć od „Łowcy androidów”. Poniżej jest zdjęcie budynku w którym mieszkałem – dzieląc jeden kilometr kwadratowy ze 130 tysiącami mieszkańców. Ta okolica, Mong Kok, to najgęściej zaludnione miejsce na Ziemi. Jest też Lantau i Nowe Terytoria – porażająco zielone, górzyste, z małymi wioskami. Podróż chińskim PKS-em uświadomiła mi, że bezmyślni górale w busikach wcale nie jeżdżą tak źle. Co ciekawe, przy całej tej urbanizacji, większość mieszkańców całego rejonu wcale nie mieszka w miastach.

Mieszkałem gdzieś w 1/3 wysokości tego ołówka.

Już te kilka lat temu w Hong Kongu wyraźnie widać było napływ ludzi z Chin kontynentalnych (nazywają je tam „Mainland”, dla odróżnienia – mimo, że większość HK ma granicę lądową z macierzą). Odróżniali się językiem, ubiorem i stylem bycia. Różnica kulturowa była naprawdę zauważalna.

W ostatnich dniach, w mediach pojawiają się informacje o zamieszkach. Hong Kong walczy o swoje, o ustrój, o styl życia – po prostu, o pozostanie Hong Kongiem. Nie podoba im się myśl o integracji z tymi właściwymi, prawdziwymi Chinami.

Nie mają najmniejszych szans by cokolwiek ugrać.

Po pierwsze, pieniądze jakie ładują w Hong Kong i okolice chińskie władze są po prostu niewyobrażalne. Pamiętacie jak pierwsze fale dotacji unijnych dosłownie w oczach zmieniały polskie krajobrazy? To pomnóżcie to razy dziesięć. I jeszcze trochę. Skala inwestycji jest po prostu ciężka do opisania.

Po drugie, Europejczycy i zachodni świat w ogóle nie ogarniają chińskiego horyzontu myślenia. Dla nich jesteśmy porażająco lekkomyślni. Myślimy o sobie. Ci z nas, dla których nadrzędnym celem jest dobro naszych dzieci, są postrzegani jako myślący przyszłościowo. No nie. Chińczycy domyślnie żyją tak, by zapewnić jak najlepszy byt swoim wnukom. Ci myślący przyszłościowo pracują na rzecz swoich prawnuków, czyli jakieś 60-70 lat naprzód. Serio. I po ich polityce pięknie to widać. Popatrzcie na bieżącą kolonizację ekonomiczną Afryki, przy braku jakiejkolwiek reakcji naszej strony świata. A potem pomyślcie o lebiodzie polskiej sceny politycznej, z trudem ogarniającej rozumem następną kadencję.

Po trzecie, Chińczycy się po prostu nie przejmują i robią swoje, co miałem okazję zobaczyć w praktyce. Pewnego dnia mnie i innych przechodniów zatrzymała policja. Swoją drogą, chińska policja jest chyba najbardziej profesjonalna na świecie. Serio. Poszukajcie na YouTube filmów z ich akcji. Amerykanie mogą się schować. Tak czy inaczej, lokalny policjant stanął przede mną niczym Gandalf przed smokiem i powiedział, że nie przejdę. Jeszcze nie, bo ulica jest zablokowana. Okej. Zza rogu wyłoniła się kolorowa manifestacja. Masa tęczowych flag, kojarzących się teraz dość jednoznacznie, pośród nich flagi Hong Kongu i Chin. Nie jestem w ogóle ogarnięty w temacie, ale dało się wyciągnąć wniosek, że sytuacja pewnej mniejszości w dwóch różnych częściach kraju jest dość odmienna. Wtedy stała się rzecz magiczna. Do jednego z manifestantów machających flagą Chin podszedł drugi. Zagadał coś, co wydawało się znaczyć „ej, pewnie się zmęczyłeś, daj mi to, pomacham za Ciebie”. Doszło do wymiany i wtedy nowy chorąży flagi nagle opuścił ją, zwinął, schował za pazuchę i jak gdyby nigdy nic odszedł między szpaler policji. Po sprawie. Żeby było śmieszniej (lub bardziej tragicznie) reszty manifestacji w ogóle to nie zdziwiło. Poszli dalej.

Po zobaczeniu tego wszystkiego, patrzę na doniesienia z Hong Kongu z ostatnich dni. Ludzie pomagają sobie wzajemnie. Walczą póki mogą. Oślepiają laserami policyjne kamery (serio!). Mają mniej więcej takie szanse jak Powstańcy Warszawscy. Żadne. W 2047 roku skończy się okres ochronny wynegocjowany przez Wielką Brytanię – ale jestem pewien, że na długo przed nim autonomia Hong Kongu pozostanie tylko formalnością. Bo to jest część Chin takich, jakimi są – a ich dotychczasowa odmienność była tylko fanaberią w długoterminowym planie.

Hong Kong to SĄ Chiny, bez względu na to, jak bardzo mieszkańcom tego obszaru wydaje się, że jest inaczej.

Co z tym zrobić? Ucz swoje dzieci mandaryńskiego. Przyda im się.

祝你过一个好天

Dodaj komentarz