Samochód Warrena B.

Jeden z początkowych dni czerwca nie był dobry. SMS z firmy z której najmowałem samochody uświadomił mnie, że czas podjąć ważną decyzję. Dalej bawić się bieżącym autem czy może zmienić zabawkę na coś lepszego?

Kocham auta, tak serio. Na ten moment miałem kilkanaście, niezwykle różnorodnych. Było Twingo, było zaskakująco zmodyfikowane BMW serii 7. Polonez, Punto, Lanos, Focus, BMW, 626, Rover, Twingo, 206, Lanos, Passat, Alfa 156, BMW, Focus, PT Cruiser, Mondeo, Passat… Połowę z nich w jakiś sposób zmodyfikowałem – bo lubię, tak po prostu.

Ale teraz posiadanie auta i dłubanie w nim nie jest w modzie. Raczej „idzie się w najem” – płacisz jakąś kwotę miesięcznie, jeździsz samochodem, potem oddajesz, bierzesz następny. To kwintesencja tego, czego uczę zawodowo – nie ważne co masz, ważne co możesz zrobić.

Bo nikt nie potrzebuje samochodu – ale większość z nas potrzebuje jeździć.

W tym duchu, dwa ostatnie auta – nowe Mondeo i Passat – przeszły przeze mnie jako najmowane. To miało swoje plusy. Nie trzeba było przejmować się serwisami, przeglądami, oponami. Wszystko załatwiali za mnie. Zostawienie przeze mnie połowy lakieru z Passata na pewnym słupie na parkingu podziemnym było tylko problemem estetycznym – absolutnie nie finansowym.

Gdy teraz spojrzeć na blogi motoryzacyjne – przykładowo, mój ulubiony Autoblog.pl – w co trzecim artykule pada – „no ale przecież nikt tego auta nie kupi za gotówkę”. Normalka. Wszyscy tak robią, to musi mieć sens.

O mały włos poszedłbym tą samą drogą. Bo czemu nie? Ale zapytałem mojej piękniejszej połowy co o tym sądzi. Odpowiedź zapewniła mi bezsenną noc i parę godzin spędzonych na Otomoto.

„Co zrobiłby Warren Buffett?”

Moja zdecydowanie piękniejsza połowa

No szlag. Wiedziałem co się stanie, ale nie przyjmowałem tego do wiadomości. Szukałem kontrargumentu, który nie istniał. Bo weź tu i kłóć się z Warrenem.

Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi – Warren Buffett to JEST GOŚĆ. Widać to po stronie internetowej jego firmy – link. Zanim zaczniesz się śmiać, zauważ, że jedna jej akcja jest na ten dzień (31 lipca 2018) warta 313 720 USD. Tak, niemalże trzysta czternaście tysięcy dolarów. Milion dwieście tysięcy złotych. Dwanaście starych miliardów. JEDNA AKCJA.

Buffett od kilku dekad znajduje się w czołówce najbogatszych ludzi na planecie. Można by pomyśleć, że pławi się w nieziemskich luksusach – bo to zrobiłaby większość z nas. Otóż nie. Mieszka on w jednym domu, w Omaha w stanie Nebraska, od kilkudziesięciu lat. Omaha to takie Suwałki USA – niby istnieją i mają sens, ale nikt przesadnie się nimi nie przejmuje. Gdy go kupował, zimna wojna dopiero się rozpędzała a ZSRR ściemniało cały świat, że produkuje rakiety jak kiełbaski. Jest spora szansa, że Twoi rodzice nie byli jeszcze wtedy na świecie. Kilka srogich światowych kryzysów później, gość ciągle mieszka w tym samym domu.

(Jak możesz zgadywać, to nie jest mój ostatni tekst powiązany z Warrenem tutaj. Masz rację.)

Tak bogata osoba pewnie jeździ do pracy na tylnym siedzeniu jakiegoś superluksusowego wynalazku, nie? Nie. Zacznijmy od tego, że Buffett sam prowadzi swoje auto – nie ma szofera. Zawsze ma je na własność (uwaga, jak niemal wszyscy milionerzy w Stanach – czyli zapewne na świecie też). Nie najem, nie leasing – własność. Nie jest to też przesadnie wysoka półka – ot, nieco lepszy Cadillac. Europejskim odpowiednikiem byłoby Audi A6, BMW 5, lub Mercedes klasy E – dość powszechnie spotykane auta.

Do tego nie wymienia ich na nowe po trzech latach, jak czyni większość najmoleasingowców (lub po pół roku, jak przynajmniej raz zmyślnie poczyniłem ja…). Oj nie, wręcz przeciwnie. Jeździ nimi aż jego córka przekona go, że są już żenujące i najwyższy czas na zmianę.

Dygresja: co stanie się, gdy nagle spotka nas kryzys na rynku finansowym? Bo wiecie, one zdarzają się dość regularnie (jest to pięknie powiązane z cyklem rentowności nieruchomości). A ostatni był aż jedenaście lat temu… Popatrzcie na ogłoszenia z cyklu „leasing do przejęcia” i wyciągnijcie wnioski.

Po tych przemyśleniach, skończyłem na Otomoto szukając rozsądnego auta do kupienia za gotówkę. No i mam co chciałem.

Citroen.

Kombi.

Diesel.

Mogło być gorzej – ale jeżdżąc Skodą nie mógłbym spojrzeć w lustro.

3 comments

    1. Najwyższy czas na następny kryzys. Wcześniej był 2000 (dot-com), wcześniej 1988 (nieruchmości)… i tak dalej przynajmniej do Wielkiego Kryzysu z 1929. Który był pierwszym po pewnej zmianie w wartościowaniu pewnej waluty 🙂 Jednak złoto ma swoją wartość, jak się nad tym zastanowić.

Dodaj komentarz